Unia po brexicie!

7 lutego, 2020 0 przez Bartosz Jóźwiak

Wielka Brytania opuściła Unię Europejską. Część brytyjskich europosłów żegnała się z Parlamentem Europejskim ze śpiewem na ustach i Union Jackiem w ręku. Inni, oczywiście nie trudno odgadnąć, że lewicowi, z łezką kręcącą się w oku, bo wszak kończy się ich eldorado polegające na zabawie w eurobiurokrację i szerzenie chorych, lewicowych ideologii, za ciepłe stołki i apanaże opłacane z unijnej kasy, którą w ostatecznym rozrachunku opłaca każdy z nas. To wydarzenie łamie jednak jeszcze dwa funkcjonujące przez lata fałszywe mity. Pierwszy, że UE opuścić się nie da. Drugi, który wykreowano kiedy już się okazało, że za przyczyną brytyjskiej zawziętości pierwszy mit legł w gruzach, a który mówił, że koszty ewentualnego opuszczenia UE oraz narzucane przez UE warunki dla akceptacji takiego kroku są niebotycznie wysokie i w zasadzie mało kogo stać na takie fanaberie. A nawet jeśli już go stać, to i tak będzie to dla niego bardzo bolesne. Brytyjczycy obalili oba te mity i wyszli na twardych zasadach, mając gdzieś jęki brukselskich eurokratów. Przyjmując do wiadomości wskazane wyżej fakty, należy jednak zapytać o skutki brexitu oraz jego ewentualne konsekwencje dla Polski.

Po pierwsze pod względem finansowym generuje to zdecydowanie mniejszy budżet Wspólnoty, a co za tym idzie zapewne zmniejszenie różnego rodzaju unijnych dofinansowań i dopłat. Co, choć nie chcę być złym prorokiem, zapewne najpierw zostanie przerzucone na kraje słabsze, określane krnąbrnymi itp. czyli m.in. na Polskę. Wszak ostatnimi, którzy odejmą sobie od ust będą Niemcy i Francuzi oraz sami unijni urzędnicy (tu na 100% nic nie ulegnie zmniejszeniu). Po drugie zaczyna się długi i skomplikowany proces negocjacyjny dotyczący dostępu do brytyjskiego rynku oraz rynku pracy. Co jest dla nas akurat bardzo istotne, choćby ze względu na ilość polskich migrantów zarobkujących na Wyspach. Po trzecie jak dalej postąpi Wielka Brytania? Czy np. zdecyduje się pozostać poza UE, ale w trybie negocjacji ze Wspólnotą, jakie będą się odbywały w roku przejściowym czyli w 2020, ustali obopólnie akceptowalne warunki współpracy gospodarczej oraz przepływu kapitałów i ludzi oraz dostępu wzajemnego do rynków pracy? Czy też np. zdecyduje się na wejście do EFTA i przesunięcie przynajmniej części aktywności w tych zakresach na państwa tam stowarzyszone? Po czwarte, niestety brexit powoduje, że cały ciężar kierowania UE pozostaje już tylko w rękach Niemiec i Francji, a więc państw o wyraźnym (nieco bardziej maskowanym w Berlinie i zupełnie jawnym w Paryżu) skrzywieniu prorosyjskim, a nawet proputinowskim. Co gorsze oba te państwa, w przeciwieństwie do Brytyjczyków, są zdeklarowanymi zwolennikami państwa europejskiego, z jednym rządem, jedną polityką zagraniczną i jedną walutą (aż ciśnie się na usta mroczny slogan: „ein Volk, ein Reich, ein …”, a historia lubi się powtarzać). Ich marzeniem jest model z centrum w obu tych krajach plus pewnie Benelux oraz peryferią. W gospodarce to oznacza centrum produkcyjne, bliskie peryferia jako tanie montownie i dalsze peryferia już tylko jako ubezwłasnowolnione rynki zbytu. Wreszcie po piąte tracimy jako Polska, ale także generalnie jako Europa Środkowa i Środkowo-Wschodnia bardzo ważnego sprzymierzeńca w walce ze wspomnianą wyżej wizją UE.

W konsekwencji można wskazać na dwa zadania jakie winniśmy teraz wykonać. Z jednej strony trzeba bacznie śledzić negocjacje na linii Wielka Brytania – UE oraz na działanie samych Brytyjczyków, by móc szybko reagować na ich wyniki i ruchy. Z drugiej strony mocno walczyć o naszą wizję Europy, albowiem Niemcy i Francja ze wzmożoną siłą będą teraz lansować swój model, który dla nas jest absolutnie nie do przyjęcia. I w ramach tej walki oraz śledzenia tego dokąd zmierza UE bardzo ważne jest podjęcie działań mających na celu dywersyfikację wymiany gospodarczej naszego kraju, szczególnie w zakresie eksportu. I tu zalecam patrzenie na wschód. Ten bliski – Białoruś, Ukraina, Gruzja, Mołdawia i ten daleki – Chiny. Po za tym powinniśmy także budować siłę bloku państw środkowoeuropejskich i rozszerzać go o wskazane wyżej państwa. To wszystko pozwoli nam mieć większą siłę głosu w UE oraz zapewnić sobie maksymalnie miękkie lądowanie w momencie kiedy UE podryfuje w nieakceptowalnym dla nas kierunku i zmusi nas do rozstania się z nią. Że można, to już wiemy. Mam jednak nadzieję, że do tego nie dojdzie. Tyle, że mądry człowiek trzyma się mądrości: Chcesz pokoju? Szykuj się do wojny.


Bartosz Jóźwiak, prezes Unii Polityki Realnej