Domek na rogu 10 Lutego – zapomniany synonim spotkań i serce dawnej Gdyni

28 maja, 2026 0 przez Redaktor Naczelny

Dziś róg ulicy 10 Lutego i Świętojańskiej budzi raczej smutek. Zamknięte lokale gastronomiczne, puste witryny i zaniedbane fasady sprawiają, że trudno uwierzyć, iż mowa o ścisłym centrum dumnego miasta portowego, które przecież powinno tętnić życiem. A jednak to właśnie tutaj, w parterowym domku Jana Radtkego, biło niegdyś towarzyskie serce rodzącej się Gdyni.

Ten skromny budynek był prawdziwym synonimem spotkań. Pierwszy polski wójt i sołtys Gdyni, Jan Radtke, był człowiekiem, który autentycznie lubił towarzystwo i potrafił jednoczyć ludzi. W jego progach na ożywione dyskusje o przyszłości Pomorza regularnie nadeptywali artyści, intelektualiści i budowniczowie – od Stefana Żeromskiego i Antoniego Abrahama, po inżyniera Tadeusza Wendę. Chwilę później, w kwietniu 1926 roku, gdy wieś zyskała prawa miejskie, pierwszym burmistrzem Gdyni został Augustyn Krauze, ale to domek Radtkego pozostał symbolem najwspanialszych, pionierskich lat.

Ta niezwykła gościnność miała swoją cenę. Jan Radtke w zasadzie nie posiadał życia osobistego – całą swoją prywatność, czas i energię bezresztkowo oddał Gdyni. Jego dom stał się przestrzenią publiczną, w której osobiste ambicje ustępowały miejsca wielkiemu marzeniu o oknie na świat. Tym bardziej szkoda, że współczesna Świętojańska, niegdyś tak rozrywkowa i pełna energii, dziś tak bardzo zatraciła ten unikalny, portowy klimat otwartości i spotkania, który zapoczątkował Radtke.

MK