Z dr. Jürgenem Todenhöferem, przewodniczącym Team Todenhöfer – Die Gerechtigkeitspartei rozmawia Henryk Piec

9 lutego, 2026 0 przez Redakcja

Z dr. Jürgenem Todenhöferem, przewodniczącym Team Todenhöfer – Die Gerechtigkeitspartei, pisarzem i społecznym aktywistą,  rozmawia Henryk Piec

Ustalmy najpierw fakty. Napisał Pan – cytuję dosłownie: „Panie Netanjahu, czy nigdy nie odzywa się w Panu sumienie, gdy wyrządza Pan Palestyńczykom to samo, co przeklęci naziści wyrządzili Żydom?” Czy ten cytat był powodem przeszukania Pana mieszkania i Pana aresztowania? Czy też istniały inne Pana wypowiedzi – pisemne lub ustne – które, z punktu widzenia niemieckiego wymiaru sprawiedliwości, uzasadniały podjęcie tak drastycznych działań?

Najprawdopodobniej głównym powodem była moja krytyka premiera Benjamina Netanjahu. Sąd w Monachium oraz monachijska prokuratura – nie policja – uznały moją wypowiedź za bagatelizowanie Holokaustu, mimo że w ogóle o tym nie wspomniałem. Wręcz przeciwnie: w wielu publicznych wystąpieniach określałem Holokaust jako największą zbrodnię w historii Niemiec. Nie ma tu absolutnie nic do bagatelizowania. Jednak wymiar sprawiedliwości był najwyraźniej zbyt leniwy albo zbyt uprzedzony, by to rzetelnie sprawdzić. Gdyby to zrobił, wiedziałby również, że uznaję prawo Izraela do istnienia oraz że przez wiele lat finansowałem w Izraelu – znacznymi środkami – projekty pojednania dla żydowskich i muzułmańskich dzieci posiadających obywatelstwo izraelskie.

Czy postawiono panu jeszcze jakieś inne zarzuty?

Tak. Skrytykowałem ówczesnego kanclerza federalnego Olafa Scholza za to, że – jak wszystko na to wskazuje – został wcześniej poinformowany przez Federalną Służbę Wywiadowczą o planowanych ukraińskich atakach na Nord Stream, a mimo to nie podjął żadnych działań by temu zapobiec. To rzekomo miało stanowić formę „obrazy majestatu”. Takie czyny są dziś w Niemczech karalne! Z dawnej wolności słowa niewiele pozostało. Warto dodać jeszcze jedno. Mimo że sąd wydał formalne postanowienie o przeszukaniu mojego mieszkania, rewizji osobistej oraz konfiskacie wszystkich moich telefonów i komputerów, to do przeszukania nie doszło – ponieważ mojego mieszkania… nie znaleziono. Od dłuższego czasu otrzymuję groźby o charakterze terrorystycznym, dlatego moje dane osobowe, w tym adres zamieszkania, są objęte ścisłą tajemnicą. To najpewniej utrudniło szybkie ustalenie mojego miejsca pobytu. Do aresztowania również nie doszło. Informacje na ten temat były wymysłem „Daily Telegraph” oraz części izraelskich mediów. Postępowania karne przeciwko mnie jednak trwają. A koszty adwokackie rosną z miesiąca na miesiąc. Muszę podkreślić, że w Niemczech toczą się obecnie niezliczone podobne postępowania karne.

Jakie konkretne konsekwencje karne Panu grożą? I przede wszystkim: z jakiego tytułu miałoby dojść do skazania?

Chodzi przede wszystkim o zarzut „podżegania do nienawiści” w związku z rzekomym bagatelizowaniem Holokaustu. Domagam się umorzenia postępowania, ale mogę na kilka miesięcy trafić do więzienia. Sąd i prokuratura są wobec mnie skrajnie uprzedzeni. Wykluczam – co pragnę wyraźnie podkreślić – karę w zawieszeniu. Nie zamierzam się „kajać” przed wymiarem sprawiedliwości, który działa w duchu ideologicznym, wrogim literze prawa i duchowi niemieckiej konstytucji. Grzywny – jeżeli taka zostanie zasądzona – również nie zapłacę. Te pieniądze wolę przekazać dzieciom w Stefie Gazy. Moi prawnicy twierdzą, że jeżeli tak się zachowam – niechybnie trafię do więzienia. Stawiane mi zarzuty są dla mnie osobistą zniewagą. Formułują je ludzie, którzy nie mają bladego pojęcia o realiach Bliskiego Wschodu – regionu, który wielokrotnie odwiedzałem. Mówiąc o osobistej zniewadze, mówię to jako były sędzia karny, były poseł do Bundestagu oraz jako ktoś, kto przez ponad 20 lat zasiadał w zarządzie jednego z największych niemieckich koncernów medialnych w Niemczech. Z niepokojem patrzę na moje państwo, które z takim trudem odbudowywało Niemcy. Z niedowierzaniem obserwuję sytuację w wymiarze sprawiedliwości, kto dziś zostaje w Niemczech sędzią lub prokuratorem… Przecież nawet osoby niezainteresowane polityką widzą, co dzieje się w Strefie Gazy. Nikt nie powinien być oskarżany – a tym bardziej skazywany – za nazwanie oczywistej rzeczywistości po imieniu. Jeśli faktycznie chodzi wyłącznie o to jedno zdanie, mamy do czynienia z groteskową nadreakcją.

A zatem pańskie mieszkanie nie zostało przeszukania, a pan nie został zatrzymany?

Tak, ale formalnie postanowienie sądu o przeszukaniu i konfiskacie nośników danych nadal obowiązuje. Teoretycznie może zostać wykonane w każdej chwili. Jak już powiedziałem: nie ufam prokuraturze i sądowi, bo są to instytucje kompletnie zideologizowane. Natomiast mam wrażenie, że przynajmniej w monachijskiej policji pracują jeszcze przyzwoici ludzie, bo zgodnie z decyzją sądu mogli odnaleźć moje mieszkanie, wyważyć drzwi i je przeszukać. Być może dostrzegli niedemokratyczną bezwzględność działań monachijskiego wymiaru sprawiedliwości…

Czy nie byłoby bardziej logiczne skierowanie uwagi organów ścigania na sędziów Międzynarodowego Trybunału Karnego, którzy wydali nakaz aresztowania wobec premiera Benjamina Netanjahu?

Trybunał zarzuca mu zbrodnie wojenne oraz zbrodnie przeciwko ludzkości. Taka konsekwencja byłaby oczywiście logiczna: skoro ja staję przed sądem, to – idąc tym samym tokiem myślenia – również sędziowie MTK powinni zostać pociągnięci do odpowiedzialności karnej. Gdyby mnie uznano za winnego, oni także mogliby trafić do więzienia. Byłaby to bardzo ciekawa sytuacja. Muszę tę interesującą myśl podrzucić prokuratorom i sędziom. Ciekawe jak oni będą bronili się przed bagatelizowaniem Holokaustu?

Komisja śledcza ONZ stwierdziła, że Izrael dopuścił się ludobójstwa na Palestyńczykach w Strefie Gazy. Czy państwo niemieckie zamierza ścigać karnie także członków tej komisji? A gdyby – hipotetycznie – powiedział Pan, że Żydzi czynią Palestyńczykom to samo, co Imperium Osmańskie Ormianom w latach 1915–1917 albo Czerwoni Khmerzy własnej ludności w Kambodży – czy również zostałby Pan pociągnięty do odpowiedzialności karnej?

Oczywiście, że nie! W moim rodzinnym Monachium mam zresztą już kolejne postępowanie karne, ponieważ na 20 minut wywiesiłem flagę Palestyny na monachijskim ratuszu. Grozi mi za to do dwóch lat więzienia. Gdybym wywiesił flagę Izraela, nie tylko nie zostałbym oskarżony, ale byłbym fetowany, noszony na rękach. Ze smutkiem stwierdzam, że zideologizowani prokuratorzy i sędziowie rujnują niemiecki wymiar sprawiedliwości, niemieckie państwo prawa, a procesy przeciwko mnie są niekonstytucyjnymi, wrogimi demokracji procesami politycznymi. Zarzuty przeciwko mnie wytoczone nie opierają się na prawie, lecz na politycznych przekonaniach niemieckich elit!  Złożyłem skargę na prokuratora i sędzię, bo państwo prawa nie może opierać się na takich ludziach!

George Orwell pisał w powieści „Rok 1984″ o wolności słowa: „If liberty means anything at all, it means the right to tell people what they do not want to hear.” W wolnym tłumaczeniu: wolność oznacza prawo do mówienia niewygodnych prawd – zwłaszcza wtedy, gdy władza lub większość nie chce ich słyszeć. Czy niemieckie władze próbują odebrać Panu to fundamentalne prawo?

Oczywiście, jestem prześladowany z powodów politycznym. Jestem przecież także przewodniczącym nowej partii Team Todenhöfer – Die Gerechtigkeitspartei („Partia Sprawiedliwości – Zespół Todenhöfera”), której działalność została poważnie sparaliżowana poprzez działanie sądu i prokuratury. A co ja takiego zrobiłem? Zrobiłem tylko to, co było moim obowiązkiem – skrytykowałem premiera Netanjahu. Słynny żydowski politolog Alfred Grosser powiedział kiedyś: kto naprawdę chce raz na zawsze odrzucić Hitlera, musi dziś bronić Palestyńczyków. Nie tylko ja jednak doświadczam, że obrona narodu palestyńskiego staje się w Niemczech coraz trudniejsza. Toczą się już setki podobnych postępowań karnych – często przeciwko ludziom o znacznie skromniejszych możliwościach niż ja, którzy ryzykują cały swój dorobek życiowy.

Papież Leon XIV ostrzegł niedawno przed rozwojem „orwellowskiego” języka, który w imię rosnącej inkluzywności wyklucza tych, którzy nie chcą się mu podporządkować. „Ponowne odkrycie znaczenia słów jest prawdopodobnie jednym z kluczowych wyzwań naszych czasów. Gdy słowa tracą związek z rzeczywistością, a sama rzeczywistość przestaje być przekazywalna, stajemy się jak dwoje ludzi – o których mówi św. Augustyn – zmuszeni do wspólnego życia, nie rozumiejąc języka drugiego.” Jak ocenia Pan tę diagnozę?

Papież z wyjątkową przenikliwością opisał naturę tego problemu. Zacytuję te słowa w jednym z moich najbliższych artykułów. Leon XIV, to człowiek będący darem dla ludzkości.

Brytyjska pisarka Evelyn Beatrice Hall napisała kiedyś: „Nie zgadzam się z tym, co Pan mówi, ale oddała bym życie za to, by miał Pan prawo to powiedzieć”. Czy nie przypisuje się tych słów również Wolterowi? Jakie znaczenie mają one dziś – nie tylko w Niemczech, lecz w całej Unii Europejskiej? Jeśli wolność słowa jest wydrążana z treści, niewiele pozostaje z wolności jako takiej. Czy liberalna demokracja znajduje się w krytycznym punkcie zwrotnym, czy stoimy już u progu struktur autorytarnych?

Współczesna demokracja oparta na państwie prawa stoi na rozdrożu. Jeśli wymiar sprawiedliwości podporządkuje się dyktaturze mainstreamu, to dla demokracji nie ma ratunku, zbliża się jej koniec. Chciałbym na końcu powiedzieć wprost i uczynić takie zestawienie: Niemcy wybrali na kanclerza Frydrycha Merza – człowieka, który z pasją opowiadał się za dostawami broni dla zbrodniarza wojennego Beniamina Netanjahu. A kogoś takiego jak ja, kto ostro krytykuje czyny tego samego zbrodniarza, stawia się przed sądem! To dowód na to, że nasz kraj zagubił moralny kompas, przekroczył granicę, za którą znika umiar i sprawiedliwość.

Całość materiału na:

https://www.merkuriusz24.pl/wolnosc-slowa-jurgen-todenhofer-wywiad/14511/