Na polecenie Tuska

Maj 7, 2019 0 przez Konrad Dziecielski

Wszyscy „jadą” po Jażdżewskim, jak nie przymierzając, po łysej kobyle. Niepotrzebnie. Jażdżewscy byli, są i będą.  Raz nazywają się Palikot, innym razem będą na nich wołali Biedroń, jeszcze innym razem  będzie to Dominik Taras, już nieco zapomniany „bohater” Krakowskiego Przedmieścia, „aktor” jednego sezonu, lansowany przez Gazetę Wyborczą.  Kiedy snop świateł padł na Jażdżewskiego, z pola widzenia zszedł główny aktor całego zamieszania – Donald Tusk. A to na nim, chociaż nie tylko, powinniśmy skupić naszą uwagę. Niektóre media zauważają, że po wykładzie Jażdżewskiego Donald Tusk „nie klaskał” i miał marsową minę, co sugerowałoby, że Tusk był wielce niezadowolony. Skoro tak, to dlaczego nie protestował? Zrobił wręcz coś odwrotnego. Schodzącego z mównicy Jażdżewskiego poklepał po ramieniu, jakby chciał powiedzieć: „well done Leszek, well done!”.  Obaj panowie wymienili uśmiechy.

Stawiam następującą tezę: Donald Tusk doskonale wiedział co powie Jażdżewski i musiał wyrazić swoją aprobatę dla postawionych tgez (oczywiście nic na piśmie). Każdy kto ma chociaż śladowe pojęcie o tego rodzaju wydarzeniach wie, że teksty wystąpień, chociaż w ramowym zakresie, muszą być uzgodnione na poziomie planowania. Chodzi o to, że jeżeli tematem wykładu ma być np. rola Polski w UE, to  jedno z przemówień nie może dotyczyć ceny jajka na giełdzie towarowej Chicago Mercantile Exchange. No, chyba, że tam nikt nic nie planował, to wówczas mamy do czynienia z politycznymi idiotami. Nie sądzę. Mamy do czynienia z ludźmi, którzy dokładnie wyreżyserowali swój spektakl i wiernie odegrali swoje kwestie! 

Dlaczego więc Danald Tusk sam nie powiedział tego co powiedział p. Jażdżewski? Dlaczego nastąpiło podzielenie ról? Tusk nie powiedział tego, ponieważ cześć elektoratu PO (nie POKO czy też całej Koalicji Europejskiej) czuje jeszcze jakiś związek z Kościołem katolickim i chodzi o to, by nie wprowadzać tych osób w stan emocjonalnego dyskomfortu, aby ich morale i duch nie były zachwiane, bo twarde deklaracje antyklerykalne lidera opozycji  (Donalda Tuska) mogłyby postawić ich pod ścianą.  A człowiek postawiony pod ścianą może popełnić jakieś „głupstwo” i nie daj Panie Boże może nie zechcieć zagłosować na Postęp. Dlatego też postanowiono zabawić się w dobrego i złego policjanta. Zły policjant strzelił na odlew, a dobry przytulił do serca. Przy czym, jak to w życiu bywa, niewielu pamięta co powiedział ten dobry, ale prawie wszyscy potrafią zacytować słowa tego złego. Tymczasem obaj służą tej samej sprawie!

Chodziło więc o to, aby zatrzymać przy sobie elektorat – nazwijmy go – postępowych Katolików, a jednocześnie odebrać głosy wyborców Biedroniowi i  Zandbergowi. Czy się to uda? Być może się uda, ale czy pomoże Koalicji Obywatelskiej wygrać nadchodzące wybory? Wątpię. Polska, to nie Bruksela! Tutaj cień krzyża (no i „niestety” kościołów) pada nie tylko w obrębie cmentarzy.

 Warto było również przypatrzyć się reakcji zebranych na słowa Jażdżewskiego/Tuska. Jeszcze nie tak dawno wielu z nich zasiadło w ławach Bazyliki Mariackiej w Gdańsku, by pożegnać Pawła Adamowicza. Co tam robili? Pomylili drogi? Ktoś im błędnie wskazał adres (może bp. Sławoj Leszek Głódź) ? Nie mogli poczekać na ulicy, przed drzwiami kościoła, skoro w jego środku czai się tyle wszechobecnego zła??? Czego szukali w Kościele, skoro bawią ich i akceptują słowa Jażdżewskiego/Tuska?  

Z czystego politycznego rachunku, to że p. Dulkiewicz była zadowolona, to mnie nie dziwi, ale dlaczego p. Kosiniak-Kamysz, lider ZSL, oraz p. Kazimierz Sowa, przez niektórych nazywany księdzem, bez mrugnięcia wysłuchali wystąpienia Jażdżewskiego/Tuska, to jestem w zdzwiony. Jeden i drugi wyraźnie oderwali się od swojej bazy, co przewrotnie skomentował  ks. Chyła (na wieść, że nowonarodzona córka lidera ZSL będzie nosiła zaściankowe imię „Zosia”)  pisząc: „Gdzie pana nowoczesność. Może Zosia woli mieć na imię Donald lub jakoś podobnie”, za co na głowę kapłana posypały się gromy. Niepotrzebnie, bo to nie Zosia była podmiotem komentarza, a Kosiniak-Kamysz, który zastał PSL zielonym, a zostawi tęczowym.

Konrad Dziecielski