„Przed Unią dwie drogi: superpaństwo bądź też konfederacja wolnych narodów” *

23 lipca, 2021 0 przez Tadeusz Hatalski

Życie człowieka można porównać do podróży polną czy też asfaltową drogą (asfaltowych wkrótce znikną, bo nasza kochana Unia na gwałt każe zamykać kopalnie, a przecież asfalt produkowany jest z węgla), na której co jakiś czas jest skrzyżowanie czy też rozwidlenie. I podróżny, idący tą drogą, aby iść dalej wybiera – w lewo albo w prawo. I tak przez całe życie. W życiu tak jest, że nic się nie dzieje a życie biegnie spokojnie. Ale co jakiś czas stajemy przed życiowym wyborem … I wybieramy, tak jak na rozwidleniu dróg, raz w lewo lub w prawo, raz lepiej lub gorzej …

Podobnie jest w życiu całych państw. Tak jak pojedynczy człowiek idący polną (czy też asfaltową) drogą, tak samo i państwo, też co jakiś czas musi wybierać. Drogę, którą pójdzie, drogę dalszego rozwoju.

Blisko dwadzieścia lat temu Polska wybrała. W moim przekonaniu, wybór jakiego wtedy dokonaliśmy, czyli wstąpienie do Unii i integracja z Europą, był jedynym możliwym wyborem. Napisałem integracja, ale odpowiedniejsze byłoby słowo reintegracja. Reintegracja, ponieważ od początku swoich historycznych dziejów, od czasu Mieszka I, Polska jest integralną częścią Europy. A z Europy zostaliśmy wykluczeni siłą i tylko na krótki okres. Pięćdziesiąt lat w życiu pojedynczego człowieka to dużo, ale w życiu narodu to niewiele. Ten krótki epizod wykluczenia z Europy, to narzucony nam przez Związek Sowiecki, system komunistyczny.

Wróćmy jednak do stojących przed nami wyborów. Redaktor H. Piec w swoim felietonie napisał: Coś mi podpowiada, że Pan jest zwolennikiem … rozwiązania, tzn. chce Pan zmieniać Unię od środka. … Unii nie da się zreformować od wewnątrz. To jest Lewiatan, który będzie pożerał więcej, więcej i coraz więcej. … zapewniam Pana, że życie poza Unią istnieje… ‘

Zgadza się jest zwolennikiem rozwiązania, które polega na tym, aby być w Unii i … Nie tyle zmieniać Unię od środka, jak to ujął redaktor H. Piec, ale mieć wpływ na jej rozwój. A dokładniej, mieć wpływ na kierunek w jakim ten rozwój pójdzie. Tak jak to miało miejsce przez całą naszą historię. Wtedy, gdy byliśmy w Europie i współdecydowaliśmy o tym w jakim kierunku ta Europa się rozwijała.

Tak, współdecydowaliśmy. Wolność religijna, która dzisiaj chlubi się Europa, ma swoje źródło nie gdzie indziej, ale w Polsce właśnie. Wystarczy wspomnieć króla Zygmunta Augusta. i ustanowioną przez niego zasadę. Jestem waszym królem, ale nie jestem królem waszych sumień. Wtedy, gdy w Niemczech poddani musieli wyznawać religię władcy, według zasady cuius regio eius religio, a Francuzi wyrzynali się nawzajem w wojnach religijnych, Zygmunt August rządził według zasady – jestem waszym królem, ale nie jestem królem waszych sumień. I w Polsce nikt nikogo nie zmuszał do zmiany wyznania, ani nikt nikogo nie mordował z powodów religijnych. A Henryk Walezy, który został wybrany polskim królem po śmierci Zygmunta Augusta, aby otrzymać polską koronę, musiał przysiąc na Konfederację warszawską, uchwałę sejmu konwokacyjnego, która gwarantowała wolności religijne w Rzeczypospolitej. I Henryk tę przysięgę złożył. Pikanterii dodaje fakt, że złożył ją niecały rok po tym, jak jego brat Karol IX, król Francji, urządził swoim poddanym hugenotom rzeź w postaci, nocy św. Bartłomieja.

To jest jeden powód. Być w Unii, aby decydować o jej przyszłości. Ale jest jeszcze drugi powód. Nasza przyszłość. Wróćmy na chwilę do czasów Mieszka I, o którym wspomniałem na początku. Wtedy też decydowała się nasza przyszłość. I Mieszko wybrał chrzest, czyli Europę. Nie wszyscy tak wybrali. Wystarczy wspomnieć naszych słowiańskich pobratymców Wieletów. Oni wybrali inaczej. I co? Słuch o nich zaginął. Niedługo potem zadecydował się los innego narodu, los Prusów. Zamiast przyjąć chrześcijaństwo (co wtedy oznaczało włączenie się do Europy) zamordowali Wojciecha. I co? Też o nich słuch zaginął. WA właściwie jeszcze gorzej. Została zdeformowana nazwa, Prusacy. Natomiast sami Prusowie, od których pochodzi nazwa Prusacy, przestali mieć wpływ na dzieje Europy. Co więcej zostali fizycznie wymazani jej dziejów.

Redaktor Henryk Piec, niewątpliwie przytoczy inne przykłady. Takie choćby jak W. Brytania, Szwajcaria, Norwegia, Watykan, Liechtenstein. No cóż, wszystkie te przykłady nie są adekwatne do naszej sytuacji. Wielka Brytania może sobie pozwolić na ‘splendid isolation’. Pozwala jej na to rów w postaci kanału La Manche, który oddziela wyspy brytyjskie od reszty Europy. W czasie II WŚ, właśnie ten rów uchronił Brytyjczyków przed niemiecką nawałą.  Szwajcaria natomiast leży wysoko w Alpach, kto by się tam drapał i po co. Norwegia z kolei znajduje się daleko na północy, a kraj jest również górzysty i poprzecinany fiordami. Watykan i Lichtenstein to zupełnie inna kategoria i inna bajka. To wszystko robi różnicę.

My nie mamy kanału La Manche, który by nas oddzielał od reszty Europy (i chronił przed niemiecką albo rosyjską nawałą). Nasz kraj nie leży wysoko w górach ani też daleko na północy. Watykan i Lichtenstein w tej wyliczance możemy pominąć, bo jak już wspomniałem, te dwa państwa to zupełnie inna bajka. Toteż nie mamy wyboru. My musimy być w Europie, czyli w dzisiejszej Unii. Tylko będąc w Unii, możemy wpływać na kierunek jej rozwoju. Taki kierunek rozwoju, który pozwoli nam osiągać nasze cele.

Te cele są dwa. Jeden minimalistyczny, czyli przetrwać. I drugi maksymalistyczny – tak wpływać na bieg spraw, aby Unia rozwijała się w kierunku konfederacji, czyli związku wolnych państw i wolnych narodów. Taki rozwój Unii, pozwoli nam na nasz rozwój.

Tadeusz Hatalski

—————————

* tytuł jest cytatem z felietonu p. Henryka Pieca